<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Mały Londyńczyk</title>
	<atom:link href="http://www.malylondynczyk.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://www.malylondynczyk.pl</link>
	<description>&#34;- Nie boisz się ?&#34; &#34;- Nie.&#34;</description>
	<lastBuildDate>Wed, 16 May 2012 19:29:47 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3</generator>
		<item>
		<title>Autostopem nad Morze Czarne &#8211; suche podsumowanie</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/autostopem-nad-morze-czarne-suche-podsumowanie/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/autostopem-nad-morze-czarne-suche-podsumowanie/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 16 May 2012 19:29:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Anglia 2010]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.malylondynczyk.pl/?p=318</guid>
		<description><![CDATA[Przejechaliśmy i przeszliśmy 3600km Odwiedziliśmy 6 państw 1 niby-państwo zaliczone Tylko 5 razy spaliśmy w namiocie Wzięło nas 33 kierowców 2 razy biłem swój najdłuższy stop I znowu 2 razy przekraczałem Dunaj Dostaliśmy 50 rumuńskich leji od kierowcy Spaliśmy 3 &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/autostopem-nad-morze-czarne-suche-podsumowanie/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<ul>
<ul>
<li>Przejechaliśmy i przeszliśmy <strong>3600</strong>km</li>
<li>Odwiedziliśmy <strong>6</strong> państw</li>
<li><strong>1 </strong>niby-państwo zaliczone</li>
<li>Tylko <strong> 5 razy </strong>spaliśmy w namiocie</li>
<li>Wzięło nas <strong>33</strong> kierowców</li>
<li><strong>2</strong> razy biłem swój najdłuższy stop</li>
<li>I znowu <strong>2</strong> razy przekraczałem Dunaj</li>
<li>Dostaliśmy <strong>50</strong> rumuńskich leji od kierowcy</li>
<li>Spaliśmy <strong>3 </strong>razy nad wodą <strong></strong></li>
<li><strong>14 </strong>dni</li>
</ul>
</ul>
<p><strong></strong></p>
<p>No tym razem podróż w parze. Jest kompletnie inaczej spędzając z kimś średnio 22 godziny dziennie przez 2 tygodnie. Noclegi (pierwszy 21.04-22.04):</p>
<ul>
<li>Kraków | Dom</li>
<li>Lwów | Namiot</li>
<li>Kijów | Dom</li>
<li>Kijów | Dom</li>
<li>Odessa | Dom</li>
<li>Odessa | Dom</li>
<li>Bendery | Namiot nad Dniestrem</li>
<li>Kiszyniów | Dom</li>
<li>Bielce | Namiot</li>
<li>Bicaz | Namiot</li>
<li>Lacu Rosu | Namiot</li>
<li>Cluj-Napoca | Dom</li>
<li>Cluj-Napoca | Dom</li>
</ul>
<p>No i kierowcy (co, skąd, dokąd, narodowość, uwagi):</p>
<ul>
<li>osobowy | Radom -&gt; Kraków | PL</li>
<li>osobowy | Kraków -&gt; Brzesko | PL</li>
<li>osobowy | Brzesko -&gt; Tarnów | PL</li>
<li>osobowy | Tarnów -&gt; Dębica | PL</li>
<li>osobowy | Dębica -&gt; Rzeszów | PL</li>
<li>osobowy | Rzeszów -&gt; Łańcut | PL</li>
<li>osobowy | Łańcut -&gt; Przeworsk | PL</li>
<li>TIR | Przeworsk -&gt; Przemysł | PL</li>
<li>osobowy | Medyka -&gt; Lwów | UA</li>
<li>osobowy | Obwodnica Lwowa na CPN | UA</li>
<li>osobowy | Obwodnica Lwowa na CPN | UA</li>
<li>TIR | -&gt; Kijów | UA</li>
<li>osobowy | Kijów -&gt; Odessa | ARM</li>
<li>osobowy | Odessa -&gt; Tyraspol | UA</li>
<li>osobowy | Bender -&gt; Kiszyniów | MD</li>
<li>osobowy | Kiszyniów -&gt; Bielce | MD</li>
<li>osobowy | Bielce -&gt; Rondo 10km dalej | MD</li>
<li>ciężarowy | Bielce -&gt; Sculeni | MD</li>
<li>osobowy | Sculeni -&gt; Jassy | RO</li>
<li>osobowy | Jassy -&gt; Roman | RO</li>
<li>osobowy | Roman -&gt; Petra-Neamt | RO</li>
<li>osobowy | Petra-Neamt -&gt; Bicaz | RO</li>
<li>osobowy | Bicaz -&gt; nad jezioro | RO | Stop o 23 w nocy w 5 osób w lesie</li>
<li>osobowy | Jezioro -&gt; Bicaz | RO</li>
<li>osobowy | Bicaz -&gt; Bicaz Chei | RO</li>
<li>osobowy | Bicaz Chei -&gt; Lacu Rosu | RO</li>
<li>bus transportowy | Lacu Rosu -&gt; Ghorgheni | RO</li>
<li>osobowy | Gheorgheni -&gt; Reghin | HUN</li>
<li>osobowy | Reghin -&gt; Cluj-Napoca | RO</li>
<li>bus transportowy | Cluj-Napoca -&gt; Oradea | RO</li>
<li>osobowy | Oradea -&gt; CPN przy granicy H-SK | B/RO</li>
<li>bus transportowy | CPN -&gt; Parking przy granicy H-SK | CZ</li>
<li>TIR | Parking -&gt; Radom | PL | Najdłuższy stop &#8211; 590km</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/autostopem-nad-morze-czarne-suche-podsumowanie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Autostop 2012 &#8211; aktualizacja planów</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012-aktualizacja-planow/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012-aktualizacja-planow/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 May 2012 21:40:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autostop 2012]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.malylondynczyk.pl/?p=315</guid>
		<description><![CDATA[Drobna zmiana planów, zamiast Skandynawii &#8211; Kaukaz; Rosja bez zmian ! Pogrubienie &#8211; ważne miasto, kursywa &#8211; niepewne. Bratysława Novi Sad Belgrad (Muzeum Historyczne &#8211; brakujący element ostatniej podróży) Sofia Istambuł Ankara Batumi Tbilisi Erywań Baku Władykaukaz Groźny Machaczkała Krasnodar &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012-aktualizacja-planow/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Drobna zmiana planów, zamiast Skandynawii &#8211; Kaukaz; Rosja bez zmian ! <strong>Pogrubienie</strong> &#8211; ważne miasto, <em>kursywa</em> &#8211; niepewne.</p>
<ul>
<li><em>Bratysława</em></li>
<li>Novi Sad</li>
<li>Belgrad (Muzeum Historyczne &#8211; brakujący element ostatniej podróży)</li>
<li><em>Sofia</em></li>
<li><strong>Istambuł</strong></li>
<li><em>Ankara</em></li>
<li>Batumi</li>
<li>Tbilisi</li>
<li>Erywań</li>
<li>Baku</li>
<li>Władykaukaz</li>
<li><strong><em>Groźny</em></strong></li>
<li><em>Machaczkała</em></li>
<li><em>Krasnodar</em></li>
<li>Rostów nad Donem</li>
<li><strong>Wołgograd</strong></li>
<li><strong>Moskwa</strong></li>
<li><strong>Sankt Petersburg</strong></li>
<li><em>Tallin</em></li>
<li><em>Ryga</em></li>
<li><em>Kowno</em></li>
<li><em>Wilno</em></li>
</ul>
<p>Ta trasa obfituje w zdecydowanie więcej natury i gór więc to będzie raczej większa atrakcja. Poza Ankarą i Groźnym pozostałe miasta w kursywie są bardzo wątpliwe. Głównie ze względu na łatwy dojazd lub, że będzie można je przy okazji innej trasy obskoczyć.</p>
<p>Jest też drugi wariant trasy w wypadku zawrócenia na granicy gruzinsko &#8211; rosyjskiej. Wtedy do trasy doszłyby aby dostać się promem do Federacji Rosyjskiej:</p>
<ul>
<li>Trabzon</li>
<li>Soczi</li>
</ul>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012-aktualizacja-planow/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Mój patriotyzm</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/moj-patriotyzm/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/moj-patriotyzm/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 May 2012 18:43:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.malylondynczyk.pl/?p=311</guid>
		<description><![CDATA[Niektórzy widząc jak podróżuję z flagą pytają czy jestem patriotą, czasami ironicznie, czasami z szacunkiem. Często też zauważają, że zamiast samych barw, ewentualnie godła znajduję się na fladze narysowana Kotwica. Napiszę więc kilka słów o moim patriotyzmie, który jest specyficzny. &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/moj-patriotyzm/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Niektórzy widząc jak podróżuję z flagą pytają czy jestem patriotą, czasami ironicznie, czasami z szacunkiem. Często też zauważają, że zamiast samych barw, ewentualnie godła znajduję się na fladze narysowana Kotwica. Napiszę więc kilka słów o moim patriotyzmie, który jest specyficzny. Jesteśmy narodem wyjątkowym, z jednej strony bardzo dumnym, z drugiej bardzo zakompleksionym. Podobną dumę z pochodzenia do tej pory widziałem chyba tylko w Serbii, zakompleksienie mam wrażenie, że na Ukrainie.</p>
<p>Po pierwsze i najważniejsze brzydzę się współczesną Polską i ludźmi, którzy pośrednio mnie reprezentują. Brzydzę się tym, że marnują i rozsprzedają wysiłek wielu pokoleń. Tu nie chodzi o mnie, tu chodzi o szacunek dla tych co poświęcali się aby żyć wolnymi i suwerennymi, abyśmy mogli mówić po Polsku. Zalatuje patosem, prawda ? Według mnie słusznie. I tu dochodzimy do sedna, jestem dumny z historii, którą na tle innych państw mamy wyjątkową. Gdyby nie historia już dawno bym wyrzekł się polskości, pewnie bym uciekł do USA gdzie narodowość nie ma znaczenia. Oczywiście nie było mnie pod Grunwaldem, pod Racławicami, w Lwowie czy nawet w Radomiu tak niedawno przecież (&#8217;76) ale uważam, że jestem zobowiązany względem tych ludzi, aby ich wysiłek nie poszedł kompletnie na marne.</p>
<p>Właśnie dlatego podróżuję z flagą z Kotwicą, jednym z najważniejszych symboli w naszej historii, z Polską Walczącą. Większość nie zrozumie, w końcu żyjemy w XXI wieku, wieku konsumpcji, gdzie liczy się tylko pieniądz. Pojęcia patriotyzm, godność, honor zostały przykryte dobrobytem&#8230; a dobrobyt oddajemy krok po kroku wschodzącym potęgom &#8211; Chinom, Indiom, Brazylii. Obudzimy się bez niczego&#8230;</p>
<p>Pesymistycznie, pozostaje duma z historii, z czegoś muszę być dumny&#8230;</p>
<p>Cześć i chwała bohaterom, dzisiejszej nocy mamy rocznicę pierwszego szturmu Polaków na Monte Cassino, 5 dni później będzie rocznica zdobycia włoskiego wzgórza, które otworzyło drogę na Rzym.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/moj-patriotyzm/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Krótkie politcal fiction &#8211; historia pewnego państwa.</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/krotkie-politcal-fiction-historia-pewnego-panstwa/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/krotkie-politcal-fiction-historia-pewnego-panstwa/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 12 Mar 2012 13:29:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.malylondynczyk.pl/?p=301</guid>
		<description><![CDATA[Taka mała historia pisana na kolanie aby przybliżyć pewną mało znaną historię. Wyobraź sobie, że Niemcy są narodem znacznie biedniejszym od Polaków, wyobraź sobie, że są muzułmanami, a Polska jest dla nich rajem. Wyobraź sobie taką sytuację powiedzmy 100 lat &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/krotkie-politcal-fiction-historia-pewnego-panstwa/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Taka mała historia pisana na kolanie aby przybliżyć pewną mało znaną historię.</p>
<p>Wyobraź sobie, że Niemcy są narodem znacznie biedniejszym od Polaków, wyobraź sobie, że są muzułmanami, a Polska jest dla nich rajem. Wyobraź sobie taką sytuację powiedzmy 100 lat temu. Załóżmy, że wtedy na terenie Wielkopolski, kolebki polskiego narodu mieszkało 10% Niemców i 90% Polaków (a swoją drogą to nie są liczby z kosmosu). W miarę lat Niemców przybywało w rejonie Gniezna i Poznania, licznie się rozmnażali tak, że całkiem niedawno, jakieś 13 lat temu stali się zdecydowaną większością. Było ich 90% w stosunku do 10% Polaków. Ze względu na swoją przewagę liczebą i wsparcie rodowitych Niemców zza Odry rozpoczęli czystki etniczne wśród Polaków. Ci, którzy nie chcą opuścić swoich domów są mordowani, kościoły katolickie niszczone i grabione. Wyobraź sobie, że 13 lat temu rząd Polski mówi &#8220;STOP&#8221; i wysyła regularną armię do walki z Niemcami. W końcu od przeszło 1000 lat jest to nasza ziemia. Obie strony dopuszczają się dalszych zbrodni, jednak to przecież Niemcy zaczęli. Teraz wyobraź sobie, że Niemcy nie mogący wygrać wojny wzywają na pomoc Rosjan, z którymi Polacy jak wiemy się nie lubią. W ciągu kilku dni w rejonie zatoki gdańskiej pojawia się flota Bałtycka, oczekująca aby pod byle pretekstem uderzyć. Na wojnie wcześniej czy później taki pretekst zawsze się znajdzie i nad polskim niebiem pojawiają się rosyjskie Mig-i. Rozpoczynają się bombardowania systemów łączności, obrony przeciwlotnicznej, polskiej armii, a także Warszawy i Krakowa. Jedenaście tygodni bombardowań zmusza Polaków do wycofania się z Wielkopolski, Niemcy kontynuują czystki etniczne. A zaledwie 9 lat później ogłoszą niepodgległość państwa Wielkopolskiego.</p>
<p>Brzmi absurdalnie, prawda ? </p>
<p>Jednak gdy Poznań zamienisz na Prisztinę, Kraków i Warszawę na Novi Sad i Belgrad, Niemców na Albańczyków, Rosjan na Amerykanów, kościoły na cerkwie, a Polaków na Serbów otrzymasz historię powstania Kosova. </p>
<p>Absurdalne, prawda ?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/krotkie-politcal-fiction-historia-pewnego-panstwa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Autostop 2012 !</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 23 Dec 2011 16:41:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autostop 2012]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://www.malylondynczyk.pl/?p=285</guid>
		<description><![CDATA[Okej, były jakieś drobne plany ale w końcu jest pełny pomysł. Do europy zachodniej w ogóle mnie nie ciągnie stopem, więc tym razem kierunek północ ! &#8220;Tradycyjnie&#8221; start 2 lipca. Radom Gdańsk Kaliningrad Wilno Ryga Moskwa Sankt Petersburg Tallin Helsinki &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Okej, były jakieś drobne plany ale w końcu jest pełny pomysł. Do europy zachodniej w ogóle mnie nie ciągnie stopem, więc tym razem kierunek północ ! &#8220;Tradycyjnie&#8221; start 2 lipca.</p>
<ul>
<li>Radom</li>
<li>Gdańsk</li>
<li>Kaliningrad</li>
<li>Wilno</li>
<li>Ryga</li>
<li><strong>Moskwa</strong></li>
<li><strong>Sankt Petersburg</strong></li>
<li>Tallin</li>
<li>Helsinki</li>
<li>Sztokholm</li>
<li><em>Oslo</em></li>
<li>Kopenhaga</li>
<li>Hamburg</li>
<li>Berlin</li>
</ul>
<p><a href="http://g.co/maps/ru3a3" target="_blank">http://g.co/maps/ru3a3</a></p>
<p>Ze względu na specyfikę trasy potrzeba będzie wykupić wizę podwójną do Rosji i prom z Tallina do Helsinek i Helsinek do Sztokholmu. Czas wyprawy jak poprzednio w okolicy miesiąca &#8211; półtora.</p>
<p>Tym razem chcę liznąć kultury rosyjskiej, jakby nie patrzeć przez większość z nas, co całkiem uzasadnione, znienawidzonej. Zobaczyć kraje skandynawskie, nadbałtyckie, przejechać się przez cieśniny duńskie słynnym mostem nad Wielkim Beł</p>
<p>Tym razem znacznie mniej historii <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/autostop-2012/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Słowo o sukcesach</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/slowo-o-sukcesach/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/slowo-o-sukcesach/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 27 Nov 2011 21:21:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Inne]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malylondynczyk.pl/?p=265</guid>
		<description><![CDATA[Zebrało mi się na mały wpis poświęcony sukcesom, temu co mi się udało. Wszędzie tam gdzie osiągnąłem lub osiągam zamierzone cele. W końcu trzeba się chwalić, prawda ? To może najpierw biznes i praca, zaczynaliśmy tak naprawdę z kumplem, czasami &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/slowo-o-sukcesach/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Zebrało mi się na mały wpis poświęcony sukcesom, temu co mi się udało. Wszędzie tam gdzie osiągnąłem lub osiągam zamierzone cele. W końcu trzeba się chwalić, prawda ?</p>
<p>To może najpierw biznes i praca, zaczynaliśmy tak naprawdę z kumplem, czasami więcej niż jednym z różnymi pomysłami w sieci. Były jakieś serwisy o grach, jakieś agregatory flashek i tego typu badziew, wszystkie z kretesem upadły. Co do joty każdy tego typu serwis upadł boleśnie.</p>
<p>Potem przyszedł czas na zlecenia. Zdecydowanej większości nie zdobywałem. Zdarzały się wpady, bo okazywałem się za słaby albo coś innego wypadało. Prace typu potnij za 5 dyszek to był standard, dochody wtedy śmieszne. Freelancer to 100x za grube słowo.</p>
<p>W międzyczasie było takie coś jak CareeWeb, jeszcze istnieje w sieci, projekt zakończony klęską. Prawdopodobnie żadnego pozyskanego klienta.</p>
<p>Byłem też w Anglii, wysłałem przeszło 700 aplikacji z CV, 99% bez odzewu, pozostałe kończyły się interview bez sukcesów. Rozdałem na wyspach też ponad setkę wizytówek, jw. żadnego klienta. Pracowałem na etacie, zwolnili mnie, coś więcej dodać ?</p>
<p>Może słowo o koszykówce. Śmieszna sprawa, zaczynałem od zera w wieku 16 lat, pierwsze 2 lata to głównie gry, w których odgrywałem mniej niż marginalną rolę, mało wszystkiego, słaba obrona. Później może i lepiej ale też nic nie osiągnąłem. Oczywiście nie gram dla sukcesów wielkiego formatu ale warto zaznaczyć, że w dużej mierze koszykówka to pasmo porażek.</p>
<p>O to może i autostop&#8230; jakby zebrać godziny, które bezsilnie lub bezsensu stałem to wyjdzie kilka(naście) ładnych dni. Ostatnio zostałem kompletnie udupiony zaledwie 30km od domu.</p>
<p>To i dorzucimy temat relacji damsko-męskich, ja pierdolę, jakby podsumować ilość koszy, zepsutych sytuacji przez własną głupotę czy brak odwagi (cipowatość) to zaczęlibyście mi współczuć przy każdej okazji gdy widzę siebie w lustrze.</p>
<p>Próbuję sobie przypomnieć moje jeszcze inne spektakularne sukcesy. Ale to już chyba koniec listy.</p>
<p><em>Dostałem mailowy feedback czym jestem zaskoczony <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Autor &#8216;komentarza&#8217; uznał, że jestem zdołowany i próbował mnie pocieszać. Nic z tych rzeczy. Ten wpis miał pokazać, że porażka jest częścią naszego życia, wręcz musimy ją wliczać w każde nasze działanie. Nie zakładać ale być gotowymi aby ją przyjąć. To dzięki porażkom się uczymy. To wpis, który w założeniu ma motywować</em>.<em> Pokazać, że najcenniejsze jest doświadczenie, bo wszystkie moje i wasze sukcesy zostały zbudowane na porażkach. I na tym polega przewrotność tego wpisu &#8211; kiedykolwiek wspominając o czymkolwiek co osiągnąłem tak naprawdę mówię o tym, że upadłem wiele razy aby to osiągnąć.<br />
</em></p>
<p>&nbsp;</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/slowo-o-sukcesach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Streszczenie wyprawy (całość)</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-calosc/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-calosc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 15 Nov 2011 13:56:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autostop 2011]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malylondynczyk.pl/?p=238</guid>
		<description><![CDATA[A jednak zebrałem się do napisania streszczenia stopa ! Dzień 1: &#8220;W drogę !&#8221; Wyszedłem z domu dopiero około 15 zawalony rzeczami, pełny optymizmu i z bolącymi plecami (głupie decyzje bolą&#8230; i zabolą nie raz o czym przekonałem się niedługo). &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-calosc/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>A jednak zebrałem się do napisania streszczenia stopa ! <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<h3>Dzień 1: &#8220;W drogę !&#8221;</h3>
<p>Wyszedłem z domu dopiero około 15 zawalony rzeczami, pełny optymizmu i z bolącymi plecami (głupie decyzje bolą&#8230; i zabolą nie raz o czym przekonałem się niedługo). Ostatniego dnia przygotowań kupiłem jeszcze mapę (jak się okazało chujową jak nieszczęście), wodę, wpadłem rozliczyć się z przegranego zakładu (Milka karmelowa ;p) i to w zasadzie tyle, nie było wielkich pożegnań. Udałem się na przystanek 5 na Okulickiego z wystającą tabliczką Kraków. Pierwszy raz zderzyłem się z milionami niekończących się spojrzeń <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  W końcu bagaż to było jakieś 30% mojej masy (17-20kg; ja 65&#8230; na początku 65) i ponad połowa mojej objętości więc wyglądało to wręcz komicznie &#8211; malutki chłopiec zawalony rzeczami. Po 40 minutach znalazłem się za rondem na Maratońskiej na wylotówce na Kielce. Jeeee zaczynamy ! Mijało mnie wiele kieleckich i krakowskich blach, po jakiś 20 minutach zatrzymał się TIR. Rzuciłem się do kabiny, upewniłem, że na Kraków i wrzuciłem rzeczy. Nagle podbiegł do mnie chłopak i coś woła, okazało się, że znikąd pojawił się inny stopowicz trzymający moją kurtkę&#8230; taaaa, na dzień dobry straciłbym bardzo ważną część odzieży&#8230; cóż podziękowałem, miejsca już nie było więc nie mogliśmy go (ich ?) wziąć. Pan kierowca okazał się całkiem sympatycznym truckerem z radomskiego Michałowa <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Trzy godziny upłynęły całkiem szybko, zdzwoniłem się z moim hostem z CS i udałem na Plac Bohaterów Getta. Para nocująca mnie okazała się rewelacyjna (jak większość ludzi na trasie), wieczór z nocą spędziłem na imprezie, wcześniej oglądając rynek, wróciliśmy już chyba drugiego dnia koło 1-2&#8230; coś takiego <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<h3>Dzień 2: &#8220;Krakowski chillout.&#8221;</h3>
<p>Drugi dzień spędziłem relaksując się i następnie z kolegą z klasy z liceum. Fajnie było się spotkać po takim czasie w obcym mieście, zobaczyć akademiki AGH-owskie i poszwędać się po Krakowie <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Tego dnia nie zdarzyło się nic niezwykłego, ot zamieniłem kilka słów z backpackerami ze Szwecji. Co nie zmienia faktu, że było super, no może poza 3-ma porażkami w szachy z Bryła w kawiarni na Kazimierzu <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<h3>Dzień 3: &#8220;Polak Węgier dwa bratanki&#8230;&#8221;</h3>
<p>Z rana spakowałem się i przygotowałem do długiej trasy na Budapeszt. Plan pierwotny zakładał dotarcie do granicy w Chyżne, potem dotarcie do Bańskiej Bystrzycy i następnie do stolicy Węgier. O ile dostanie się na wylot z Krakowa było proste to za napis &#8220;Chyżne&#8221; zamiast &#8220;Rabka-Zdrój&#8217; zapłaciłem 3-4 godzinami czekania i deszczem&#8230; tak czy siak idąc Zakopianką natrafiłem na zwężkę i wzięło mnie Pani przedstawiciel handlowy ;p Podrzuciła do Rabki, stamtąd na Chyżne dosyć szybko wziął mnie starszy góral małym busem do samej granicy. Dumny przekroczyłem napis Slowensko i skierowałem się do najbliższej stacji benzynowej. I tu kolejne 2-3 godziny za zły napis&#8230; zmiana taktyki na Dolny Kubin po 20-30 minutach dała rezultat w postaci samochodu <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Polacy mieszkający w Wiedniu wzięli mnie na obwodnicy Bratysławy na ogromną stację benzynową. Wtedy już straciłem nadzieję, że dotrę do Budapesztu przed północą. Jakież było moje zdziwienie gdy tuż po wyrzuceniu bagażu i tabliczki &#8220;Budapest&#8221; zagadał do mnie młody facet mowiąc, że jadą właśnie tam ! Dojechaliśmy do miasta kilka minut po północy, a sam kierowca zaoferował mi noc u niego w domu w samym centrum ! Dodatkowo postawił kolację w Mac&#8217;u&#8230; nie wierzycie ? To nie był szczyt tej wyprawy choć faktycznie zalicza się do czołówki.</p>
<h3>Dzień 4: &#8220;Dwa lata i nic się nie zmieniło ?! I uczymy się na błędach <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> &#8221;</h3>
<p>Cały dzień spędziłem odwiedzając miejsca, które miałem okazję zobaczyć dwa lata temu. Wzgórze Gelerta, Parlament, Zamek, ot taki standard. Skosztowałem doskonałej węgierskiej kuchni i posiedziałem w kilku co lepszych miejscach (trawnik + oparcie o murek + panorama Budapesztu na wspomnianym wzgórzu = baaaaajka !; oj poza japońska przewodniczką opowiadającą przez MEGAFON). Niestety nie mogłem przenocować jeszcze jednej nocy więc spakowałem się i udałem na opisany na hitchwiki przystanek. Dotarłem koło 23 wieczorem&#8230; nic się nie udawało złapać więc kontynuowałem podróż przed siebie szukając lepszego miejsca. Cóż&#8230; lepszego miejsca nie znalazłem, znalazłem za to ogromną giełdę rolną, tam też klęska. Było już koło 1 nad ranem, zamiast iść spać ruszyłem autostradą. W końcu zrezygnowany zboczyłem z trasy szukając dobrego miejsca na rozbicie namiotu, znalazłem je wśród drzew przy obwodnicy. Gryziony przez komary, z marnym światełkiem z lampki rozbiłem pierwszy raz sam namiot <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  W ryku aut poszedłem spać z nadzieją, że jutro będzie lepiej &#8211; do Belgradu przecież dłuuuuuuugaaaa droga, a ja jestem na autostradzie&#8230;</p>
<h3>Dzień 5: &#8220;Srbija ! Srbija ! Srbija ! Czyli żegnamy naszą &#8216;kochaną&#8217; Unię Europejską (to coś jest poza UE ?).&#8221;</h3>
<p>Myślałem, że odeśpię i wstanę koło 9-10&#8230; tia&#8230; o 6 rano parnota i upał zmusiła mnie do kontynuacji. Spakowałem się i wróciłem na pobocze M5 na Szeged z nadzieją, że znajdę jakąś stację benzynową. Niestety kolejne kilometry w upale nie wróżyły nic dobrego, obolałe plecy dawały o sobie znać, a w zasadzie o prawie 20-stu kilo na plecach&#8230; nagle zatrzymał się dziwny pojazd, podbiegłem z nadzieją po czym okazało się, że trafiłem na obsługę autostrady &#8220;no kurwa&#8230; teraz dopiero będzie przejebane&#8221;. Gość mi próbuje tłumaczyć, że nie mogę iść na autostradzie i muszę zejść (haha, gdzie ?! wszędzie są siatki ;p). Ja uparcie powtarzam &#8220;Benzinkut ! Benzinkut !&#8221;, w odpowiedzi widzę dwa razy pokazane wszystkie palce dłoni&#8230; &#8220;kurwa ?! 20km ?!&#8221;. Gość się zlitował i podwiózł mnie do najbliższego zjazdu gdzie po pół godzinie zatrzymał się samochód stojącej przed mną Litwince, facet wziął także mnie. Podwiózł nas obu do dobrej stacji benzynowej jakieś 40km dalej. Litwinka stopowała do Turcji mówiac, że kiedyś w Stambule kierowca taksówki przyłożył jej pistolet do głowy (WTF ?!) i dopiero po negocjacjach puścił ją żywą ;p Pożegnaliśmy się i każde ruszyło w swoją drogę, na Szeged udało mi się złapać Rumuna, który wraz z kolegą z lawetą wiózł używane auta. Trasa mijała szybko do czasu gdy za lawętą pojawiła się policja na motorze. Kierowca wyraźnie się bał, dopytałem czy wszystko legalnie i potwierdził, że wszystko oclone, kupione legalnie itp. uspokoił mnie, przecież też nie chciałem mieć problemów. Niestety policja kazała zjechać jego koledze na najbliższej stacji benzynowej. My kontynuowaliśmy wspólnie podróż, miał zaczekać na niego blisko granicy. Sympatyczny Rumun chciał mnie jak najlepiej wyrzucić w Szegedzie abym miał łatwo do granicy&#8230; cóż&#8230; kilka razy złamał kuriozalnie przepisy jednocześnie wyrzucając mnie na jakieś chujowej stacji w centrum&#8230; no nic, podjazd to podjazd, próbował i chciał dobrze <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' />  Następnie przeszedłem jakieś 5-10 km aż po zmienionej tabliczce na &#8220;SRB&#8221; wziął mnie Serb mieszkający na Węgrzech. Wziął też chwile po mnie dwie Francuzki jadące do Bułgarii. Dojechaliśmy do granicy i w miarę bez problemów przekroczyłem ją pieszo. Tuż za granicą spotkałem dwóch Polaków (Polak + Polka) stopujących do Gruzji, powiedzieli, że też jechali z tą samą Litwinką <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Poszliśmy razem na stację benzynową za granicą (na granicy zabronili łapać). Po chwili odpoczynku i rozmowie z inną ekipą z Polski zaatakowaliśmy wyjeżdżającego kampera na brytyjskiej tablicy. Okazało się, że z samej wyspy trzech przyjaciół (2K + 1M) kierowało się na Exit Festival w Novim Sadzie. Wzięli całą naszą trójkę do stacji benzynowej przed Novim Sadem. Pełny optymizmu, że jednak dotrę tego dnia do stolicy Serbii przygotowałem tabliczkę Beograd i rozpocząłem poszukiwania. Cóż&#8230; poznani stopowicze czekali 2 godziny&#8230; ja po kąpieli udałem się spać do namiotu&#8230; dodam, że do stacji dojechaliśmy koło 17&#8230;</p>
<h3>Dzień 6: &#8220;Belgrad, cyrylica i Kalemegdan.&#8221;</h3>
<p>Pobudka i zmiana taktyki, łapiemy na Novi Sad, a potem pomyślimy co dalej. Wziął mnie gość z ciężarówką i wyrzucił na wlocie na autostradę (powiedzmy, autostrada to huczne słowo) koło wspomnianego miasta. Tam już z mniejszym optymizmem usiadłem na barierce z tabliczką i liczyłem, że ktoś się jednak zatrzyma&#8230; ale się zdziwiłem gdy po jakieś godzinie cofa mi się auto poboczem ! (z perspektywy czasu mogę się cieszyć, że to nie była policja ;p) Serb mówiący po niemiecku (nie, ja nie mówię) wziął mnie do samego Belgradu. Niestety remont mostu opóźnił podróż o 2 godziny. Dotarłem koło 16, znalazłem jakiś market, zjadłem co nieco siedząc jak bezdomny przed wejściem i udałem się na drzemkę w krzaki (te jebane &#8216;kuleczki&#8217; ! jak rzepy to o promieniu góra 0.5cm ! wszędzie je miałem !). Następnie poszukałem przystanku, zapytałem ludzi o autobus do centrum i koło 19 byłem w centrum Belgradu ! Taktyka była taka: znajdujemy cerkiew, zostawiamy rzeczy, idziemy zwiedzać i&#8230; no właśnie, mój plan miał pewne luki ;p Niestety jedyną cerkiew jaką znalazłem na szybkości zamykali o 20 (musiałem założyć czarną chustę na nogi gdyż nie można być w krótkich spodenkach w cerkwi). No nic&#8230; poszedłem przed siebie i zobaczyłem jakiś park, znalazłem ławkę, usiadłem (w zasadzie rozwaliłem się) i cieszyłem się panoramą Belgradu nad Sawą (zbyt piękna nie była ale no cóż, jest rzeka ? jest. jest miasto ? jest. więc jest ok).</p>
<h3>Dzień 8: &#8220;Żeby tylko się wyspać.&#8221;</h3>
<p>Około 12 podniosłem się z ławki sam nie wiedząc gdzie chcę dotrzeć (Macedonia czy Grecja ?), wiedziałem, że jestem cholernie niewyspany po dwóch nocach (nie)przespanych w wspomnianym parku (Kalemegdan) i chcę stację benzynową gdzie rozbije namiot. Zjadłem jeszcze raz pyszną Plejskavicę i udałem się na opisane na hitchwiki miejsce z tabliczką &#8220;RAMPE&#8221; (naplatna rampa <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ). Nie czekałem długo, szybki podjazd, troszkę gorzej szło na bramkach ale po góra godzinie-dwóch dostałem podjazd pod sam Nisz od gościa z Kosowa. Zdecydowałem się rozbić i pójść spać.</p>
<h3>Dzień 9: &#8220;Macedonia ? Nie &#8211; Solon !&#8221;</h3>
<p>Kolejny dzień łapania szybko okazał się dużo cięższy niż się spodziewałem. Grubo ponad 80-90% aut odbijało 2km dalej na Bułgarię&#8230; tranzyt na Macedonię/Grecję był niespodziewanie mały. Próbowałem dwóch taktyk: i przez Sofię i przez Macedonię, obie zawodziły. Na stacji spotkałem wcześniej poznane Francuzki, miały więcej szczęścia. Po pół godziny góra już jechały do Sofii. Problemy zaczęły się gdy przegonili mnie ze stacji i dodatkowo policja groziła aresztowaniem jeśli nie zadzwonię po taksówkę aby wydostać się ze stacji. Zdecydowałem się kontynuować podróż na pieszo w poszukiwaniu lepszego miejsca za rozjazdem. Upał sprawił, że woda zniknęła po godzinie marszu praktycznie, a kolejne kilometry stawały się okropne. Schodziłem do średniej wielkości rzeki aby zdobyć wodę, przy okazji ubłociłem buty. Apetyczna woda nie była ale cóż&#8230; w końcu wręcz wycieńczony dotarłem na jakiś parking, tam zrezygnowany odpocząłem i przystąpiłem do dalszego łapania. Na moje szczęście w końcu jedna z osób, która się tam zatrzymała wzięła mnie do bramek ! Stamtąd po godzinie może złapałem zdezelowaną ciężarówkę do Vranje, nie wyobrażacie sobie jak się zdziwiłem słysząc, że jedzie do Solonu (tą nazwę Salonik usłyszałem dosłownie kilkadziesiąt godzin wcześniej jako informację, że po Serbsku jest to kompletnie inna nazwa&#8230;). Więc czekała mnie długa, nocna trasa do Grecji <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Szlaki górskie były naprawdę śliczne. Na granicy serbsko-macedońskiej miałem małą repetę + odebrałem na wifi maila, że mam CS w Skopje, niestety nie mogłem się dodzwonić do gościa więc kontynuowałem podróż.</p>
<h3>Dzień 10: &#8220;Mooooorzeee !&#8221;</h3>
<p>O 4 nad ranem będąc ciągle padnięty dotarliśmy na przedmieścia Salonik. Okropny upał i wręcz niewyobrażalna potrzeba snu dobijały mnie. Rozpocząłem marsz przez opustoszałe, poniszczone i brudne części miasta. Ciężko uwierzyć, że wyglądały gorzej niż stara przemysłowa część Radomia&#8230; W końcu namierzyłem jakieś centrum handlowe ze sklepem, tam ogarnąłem odrobinę higieny i zrobiłem drobne zakupy. Poszedłem zdrzemnąć się pod sklepem. Potem dzwoniąc do znajomego z Polski poprosiłem o namiary na CS jak wydostać się z Salonik, już miałem dość wąskich uliczek w tym cholernym upale. W końcu po drobnych przygodach dotarłem na autostradę i kontynuowałem łapanie. Z napisałem &#8220;DIODIA&#8221; (gre. bramki płatnicze ^^) próbowałem coś złapać. Niestety ponownie czekał mnie marsz do najbliższego parkingu, tam zostałem podwieziony do celu. Stamtąd z bodajże tabliczką &#8216;Katerini&#8217; stałem na bramkach. Dosyć szybko wziął mnie gadatliwy Grek, który mieszkał w tych rejonach, obwiózł mnie po wszystkich kempingach w okolicy (3) i poopowiadał co nieco <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  W końcu mogłem rozbić namiot, wziąć prysznic, pójść nad morze i zjeść. Tego ostatniego, tj greckiego żarcia będę baaaardzo żałował tej nocy i tak naprawdę do końca podróży. Takiego spustoszenia żółądkowego (ew. jelitowego ?) nie miałem nigdy w życiu. Noc oczywiście praktycznie nieprzespana&#8230;</p>
<h3>Dzień 11: &#8220;Żołądkowe rewolucje.&#8221;</h3>
<p>Kolejny dzień spędziłem cały odpoczywając będąc od tego dnia już praktycznie do samego końca na diecie. Kamieniste morze nie było najlepsze do spędzania w nim czasu stąd dużo czasu spędziłem pod prysznicem <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Kolejna noc przespana.</p>
<h3>Dzień 12: &#8220;Zawsze mogło być gorzej ?&#8221;</h3>
<p>Koło popołudnia ruszyłem w dalszą trasę. Zacząłem łapać tuż przy kempingu i po minucie wzięła mnie starsza para. Poprosiłem o podjazd do autostrady, przejechaliśmy 500m i powiedzieli tutaj. Zdziwiłem się ale no skoro mówią&#8230; po czym faktycznie byłem przy autostradzie&#8230; problem w tym, że do wjazdu potrzebowałem kilku kilometrów. Ciężki wieczorny marsz zakończył się na wjeździe, niestety nic nie złapałem (kartka z napisałem była dużym błędem, zależało mi aby &#8216;przesiąść&#8217; się między autostradami w kierunku Albanii). Noc z biegunką przy siatce, 3 pasmowej autostradzie, trakcji kolejowej i kamienistej glebie była koszmarna.</p>
<h3>Dzień 13: &#8220;W kierunku wielkiej niewiadomej.&#8221;</h3>
<p>Obudziło mnie już tradycyjnie słońce około 6 rano, trzeba było kontynuować podróż z nadzieją, że ktoś weźmie. Paluch w  górę i próbujemy <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Taktyka dużo skuteczniejsza bo już po pół godzinie jechałem, krótko &#8211; do innego wjazdu ale zawsze 20km bliżej bramek. Po kolejnej podobnej akcji w końcu dotarłem. Na początku chciałem dotrzeć do drugiej autostrady, wpadł też pomysł aby uderzyć na Saloniki i stamtąd przebazować się. Ale zauważyłem co najmniej 2 tiry na blachach albańskich z rejestracją TR (Tirana). Genialny pomysł aby napisać na kartce &#8216;Albania&#8217; okazał się genialnym xD Kolejne pół godziny (po około 2-óch wcześniejszych) i jechałem do serca Albanii ! Dogadać się z kierowcą nie mogłem ale kierunek był jasny ^^ Na granicy coś wołał do mnie &#8216;kolega, kolega&#8217; i mniej więcej na migi kazał zaczekać. Po pół godziny przesiadka do drugiego tira, również na Tiranę. Zaznaczę, że trasa wiodła wzdłuż przepięknych gór, i w Grecji i w Albanii. Niesamowite wąskie, kręte drogi, o dziwo lepszej jakości niż większość polskich wiodły przez małe, górskie miasteczka. Niespotykany klimat, otwartość, brak przestrzegania przepisów, nieużywane przejścia nadziemne, tory i stacje benzynowe tworzyły atmosferę niewiadomej. W zasadzie sam nie wiedziałem gdzie jadę, kierowca częstował herbatą i próbował mi coś przekazać na migi, mniej więcej zrozumiałem, że coś z jego rodziną ale tak naprawdę niczego nie byłem pewny. Słońce zaszło, do Tirany dotarliśmy koło północy. W pewnej chwili zatrzymał się na poboczu autostrady i akcja jak z gangesterskiego filmu. Podbiega jakiś chłopak, marną angielszczyzną tłumaczy, że jakiś nocleg, bierze od mnie torbę, jakaś kobieta, wszystko w ogromnym chaosie. Po chwili siedziałem w typowym dla tego regionu aucie &#8211; mercedesie. Jadać przez złowrogie uliczki Tirany pełne różnych grupek w końcu zatrzymaliśmy się gdzieś przy wielkim murze i bramie. Okazało się, że jednak chodzi o nocleg <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Poznałem od razu większość rodziny, wziąłem prysznic i poszedłem spać. Niesamowity dzień, jeden z wielu w tej wyprawie !</p>
<h3>Dzień 14: &#8220;Inny świat.&#8221;</h3>
<p>Pierwszą część dnia spędziłem z połową rodziny. Troszkę rozmawiając, trochę odpoczywając, odrobinę spędzając czasu w okolicy w obecności kierowcy. Pooprowadzał mnie po domu, pokazał nieskończone drugie piętro, gdzie pracuje jego syn itp. Na wieczór dwie jego córki wzięły mnie na przechadzkę po centrum Tirany. Miasto aż ociekało nietypową architekturą połączono z typowym dla demoludów socrealizmem. Odrobina nowoczesności była przyćmiewana jednak przez smutne, brudne i szare otoczenie. Lokalny park przypominał bardziej odrobinę zagospodarowany zagajnik z zasyfionym stawem. Widać przepaść jaka dzieli ich od Europy jaką znamy. Jednak mimo tych widoków Tirana sprawiała wrażenie normalnego miasta, ludzie niczym nie wyróżniali się. Wróciliśmy przed 23, poszedłem spać ze świadomością, że czeka mnie długa droga nad Czarnogórskie wybrzeże.</p>
<h3>Dzień 15: &#8220;Słońce, piasek, Adriatyk&#8230;&#8221;</h3>
<p>Koło południa ruszyliśmy do centrum, tam miałem jechać busem do Shkoder w północnej Albanii i stamtąd dalej do samej granicy. Cóż&#8230; dałem się wyruchać ładnie, bo za 25eur zrobiłem koło 100km&#8230; no nic bywa. Słabo ogolony (co znaczące) ruszyłem przez granicę, tam zatrzymał mnie wesolutki pan ze straży granicznej do kontroli, spojrzał na paszport, na mnie i pokazując salut rzymski (m.in. wykorzystywany przez hitlerowców) powiedział &#8216;Heil Hitler !&#8217;, z niedowierzaniem w oczach nerwowo odpowiedziałem &#8216;Polska kurwa ! Polska !&#8217;. No po prostu krew zalewa jak ludzie są głupi&#8230; No nic, lekko zmieszany ruszyłem dalej z palcem do góry idąc wzdłuż wąskiej dróżki. Wziął mnie dosyć szybko Albańczyk, z jego młodą córką (na oko 14-15 lat) dogadaliśmy się co, gdzie, jak i wśród pięknych, zielonych gór Dalmacji dotarliśmy do Ulcnij. Stamtąd już pieszo pytając okolicznych osób pytałem jak dotrzeć do jakiegoś kempingu.  Po około 5km dotarłem do morza ale kempingu jak nie było tak nie było ;p Lekko podkurwiały spytałem jakiś paczki czy może wiedzą, gościa wzięli mnie na &#8216;stopa&#8217; i podwieźli 500m pod kemping ^^ Ponownie Albańczycy (Kosovo). Tam już tylko rozbiłem namiot, prysznic i leżakowanie z kimą <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Szczerze mówiąc nie pamiętam czy szedłem wtedy nad morze, na pewno było dosyć daleko (z 1.5-2km).</p>
<h3>Dzień 16: &#8220;&#8230;Słońce, piasek, Adriatyk.&#8221;</h3>
<p>Następny dzień, podobnie jak w Grecji polegał na nic nie robieniu, siedzeniu nad morzem, troszkę kąpieli. Mało ambitnie ale stan zdrowia ciągle był kiepski więc nie mogłem sobie pozwalać.</p>
<h3>Dzień 17: &#8220;W krainie gór, wysepek, wiosek, morza i jeszcze kilku wysepek !&#8221;</h3>
<p>Kolejny ambitny cel to był Dubrovnik. Miałem cichą nadzieję, że uda się dotrzeć tego samego dnia. Początek był niezły szybki stopik do Ulcnij z kempingu przez Brytyjskiego native speakera. Następnie z okolicy stacji benzynowej w stronę Baru, około pół godziny czekania i kolejny podjazd. Silny upał dawał się we znaki ale już było lepiej niż w Serbii i Grecji. W Barze czekał mnie długi spacer na wylotówkę w stronę Budvy. Szybko okazało się, że wąskie górskie drogi bez pobocza skazywały mnie na mozolne machanie palcem w miejscach, które wydawały się niezłe. Jednak krok po kroku posuwałem się do przodu. W końcu wziął mnie Serb do Budvy. Przy wysiadaniu zażądał 5 euro za podjazd&#8230; zamknięty bagaż w bagażniku zmuszał mnie do negocjacji. Po chwili wykrzykiwania &#8216;Ne taxi kurwa !&#8217; (no ba, zdanie bez &#8216;kurwy&#8217; to nie zdanie) obniżył cenę do trzech ojro. Po dalszej minucie odpuściłem, zapłaciłem i pożegnaliśmy się w złych nastrojach. Wtedy już był wieczór, przemaszerowałem całą Budvę (a, że to typowe nadmorskie miasteczko to ciągnęłooooo się długo <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ). Na dalsze łapanie już nie było sensu, do Dubrovnika ładne kilka godzin samej jazdy, dotarłem za miasto i zauważyłem jakąś boczną, gruntową drogę. Na jej końcu znajdował się klasztor, tam rozbazowałem się bez namiotu w nadziei, że nic i nikt mnie nie zaskoczy w nocy. Widoki były cudne, z jednej strony góry Dalmacji, z drugiej morze,  w około dzikie ruiny,a na przeciwko panorama świateł Budvy i innych mniejszych miejscowości. Naprawdę &#8211; BAJKA ! Położyłem się spać po krótkim podziwianiu. Niedługo przyszło się cieszyć ze spokoju &#8211; usłyszałem nadjeżdżający samochód&#8230; szczerze przestraszony, skitrany pod murem czekałem na rozwój sytuacji&#8230; w końcu za starą ścianą klasztoru dało się słyszeć pojękiwania pary&#8230; ulga i ubaw z całej sytuacji zastąpiły strach&#8230; zaznaczę, że przecież 10 dni wcześniej inne para zabawiała się w Belgradzkim Kalemegdanie kilkanaście metrów od mnie gdy próbowałem zasnąć pod drzewem <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<h3>Dzień 18: &#8220;Hrvatska i cudowny Dubrovnik.&#8221;</h3>
<p>Około 6 rano już tradycyjnie obudziło mnie słońce, przecierając oczy nie wiedziałem czy bardziej denerwuje mnie bycie kolejny raz niewyspany czy cudowne widoki wokoło. Spakowałem się i ruszyłem w pieszą wędrówką wzdłuż wąskiej, górskiej drogi w poszukiwaniu lepszego miejsca do stopowania. Po pół godziny (a może godzinie) w miarę dobrych warunkach (głównie w cieniu gór) dotarłem do stacji benzynowej. Tam udało mi się złapać żołnierza Czarnogórskiego (wow, mają armię <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ), dowiózł mnie do Tivatu tuż przy Boce Kotorskiej na prom. Pomysł aby łapać na promie okazał się idealny, cała serbska paczka (4 osoby) dorabiające sobie pracą nad wybrzeżem wzięły mnie od promu do samej granicy za Herceg-Novi. Tam widząc pierwszą część granicy (czarnogórską) ruszyłem w górę drogi w poszukiwaniu tej Hrvatskiej&#8230; i tu mały zonk bo przeszedłem około kilometra i zrezygnowany wróciłem do punktu startowego, zacząłem łapać &#8211; gość z Albanii mnie wziął. Okazało się, że zabrakło mi jakiś 100-200m do chorwackiej granicy, ukryła się <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  No nic, razem z nim dojechałem aż do Dubrovnika. Popytałem okolicznych ludzi o  hostel i wyruszyłem na jego poszukiwanie przemierzając nieskończoną ilość schodów. W końcu się udało, a że godzina była ciągle dosyć wczesna, zdecydowałem się spędzić tylko jedną noc więc tego samego dnia ruszyłem zwiedzać słynny Dubrovnik. Miasto faktycznie jest prześliczne i nowoczesne. Zwiedziłem muzeum, przeszedłem po rynku i z godzinę siedziałem przy morzu na wprost starej twierdzy. Ot takie typowe turystyczne chwile. A taka super ciekawostka&#8230; gdzie wdepnąłem w gówno w trakcie całej wyprawy ? Ano w samiutkim centrum ryneczku&#8230; amazing, isn&#8217;t it ? Dobrze, że obok była fontanna&#8230;</p>
<h3>Dzień 19: &#8220;W drodze do Hercegoviny.&#8221;</h3>
<p>Pobudka, wyspany, śniadanie i czas wyruszyć do Bośni i Hercegoviny. Miało być lekko i przyjemnie&#8230; miało być <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Już sam powrót do głównej drogi z Dubrovnika okazał się straszny, pogubiłem się, zrobiłem kółko a to wszystko przy morderczych schodach. Anyway w końcu dotarłem i rozpocząłem długi marsz w stronę dobrego spota. Zeszło z 2-3 godziny aż znalazłem się na ciągle nowym moście z parkingiem. Tam również spędzając koło godziny w końcu zostałem wzięty przez parę z Polski, która zatrzymała się cpyknąć kilka fotek. Razem zrobiliśmy z 100km, aż do rozjazdu w okolicach Opuzen (Jedna droga do Metkovic-Mostar-Sarajevo, druga do Splitu). Dopiero tutaj zaczęły się prawdziwe schody, mój stan zdrowie był dosyć tragiczny (mówiąc jaśniej &#8211; zginałem się z bólu). Łapanie w takim stanie jest mało efektywne, dodatkowo samo w sobie dobija. Po kilku godzinach morderczego marszu dotarłem do jakieś stacji benzynowej (przerywając próbami łapania). Tam nie dostałem pozwolenia na rozbicie namiotu, ani nawet spanie (sic! ogólnie już szykowałem się do spania bo zasadniczo nic nie mogli zrobić), więc łapałem dalej mimo, że było już ciemno. Chorwacka para wzięła mnie do Metkovic i wyrzucili na stacji benzynowej. Tam już dostałem pozwolenie, gość mi nawet pokazał gdzie będzie dobrze i na co uważać <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<h3>Dzień 20: &#8220;Holenderski dzień.&#8221;</h3>
<p>Wake up i do granicy ! Zdecydowałem się po drodze wpaść do szpitala, tam jakże przyjemna lekarka dała rady &#8220;nie brać leków, co najwyżej cola i oczywiście dieta.&#8221;. Po godzinie pod kroplówką kontynuowałem wypoczęty podróż. Dotarcie zajęło mi około 30-60 minut i tuż za bośniacką granicą zacząłem łapać. Straż graniczna kilkakrotnie nakazywała mi iść dalej z tabliczką &#8220;Mostar&#8221;, ja uparcia 10m dalej i wała ;p (szanse złapania jak już samochody ruszą znacznie maleją). Gdy już przeginałem pałę i widziałem, że lada moment będą problemy zatrzymał się samochód na holenderskiej rejestracji ! Goście jechali do Sarajeva z zamiarem nocowania pod Mostarem (i oczywiście zwiedzania). Dwaj bracia okazali się rewelacyjnymi towarzyszami, świetnie było porozmawiać i dowiedzieć się wzajemnie o swoich kulturach i lokalnych sprawach. Razem zwiedziliśmy Mostar i następnie udaliśmy się na pole campingowe.</p>
<h3>Dzień 21: &#8220;Otoczony minaretami.&#8221;</h3>
<p>Wyruszyliśmy dosyć wcześnie po śniadaniu. Widoki wzdłuż doliny były cudowne, taki Przełom Dunajca tylko bardziej dziki i kilkakrotnie dłuższy ! Zdrowie jako tako dopisywało po wcześniejszym ciężkim wieczorze. Do Sarajevo dosyć spokojnie dojechaliśmy, tam szukaliśmy wcześniej znalezionego przez znajomego hostelu Tito 44. Chwile błądząc w wąskiej stolicy Bośni (miasto jest podłużne, otoczone z trzech stron wzgórzami) mieliśmy okazję już co nieco zobaczyć miasto. Po znalezieniu okazało się, że faktycznie hostel mały ale naprawdę fajny i sympatyczny. Odmienny od molochów, miał swój nietypowy klimat i był w samym centrum. Sarajevo ogromnie zaskoczyło okazując się nowoczesnym miastem przesiąkniętym kulturą Islamu jednocześnie mieszając w sobie wszystkie inne główne religie. Rozeszliśmy, zwiedzając oddzielnie ale mimo to kolejne 2 razy spotkaliśmy na w końcu malutkim centrum. W hostelu miałem propozycję wyjścia na piwo z Szkotami ale zdecydowałem się zostać aby odpocząć po wyjątkowo ciężkiej podróży do centrum Bałkanów.</p>
<h3>Dzień 22: &#8220;Niecałe 20 lat wstecz&#8230;&#8221;</h3>
<p>Kolejnego dnia wybrałem się na samotne zwiedzanie mniej turystycznych części miasta z zamiarem odwiedzenia muzeów. Odchodząc zaledwie 500m od ścisłego śródmieście można zobaczyć dziury po kulach, a czasami wręcz zostawione ruiny. Widok wyjątkowo przygnębiający, nie tego się spodziewałem po pierwszym wrażeniu. Obserwując okoliczne wzgórza wyraźnie widać dlaczego to akurat tutaj była słynna &#8220;Aleja Snajperów&#8221;, miejsce śmierci ponad 200 osób. Na chodnikach/ulicach można sporadycznie spotkać Sarajevskie róże &#8211; miejsca zalane czerwoną farbą po trafieniu pocisku moździerzowego gdzie zginęła co najmniej jedna osoba.</p>
<p>W ciągu dnia non stop padało więc wyprawa na wzgórza odpadała, dotarłem za to do muzeum poświęconego oblężeniu Sarajeva. Dosłownie jedna duża sala, głównie ze zdjęciami zrobiła na mnie większe wrażenie niż całe Muzeum Powstania Warszawskiego. Okej, rozumiem, że &#8216;nasze&#8217; muzeum jest dedykowane wszystkim, także ludziom, którzy nie mają pojęcia co to było i trzeba ich zaciekawić. Niestety nie zmienia to faktu, że przekazuje nieproporcjonalnie mniej emocji niż prosta wystawa z drobnymi opisami. Szkoda, bo sama rzeź Woli czy Ochoty pociągnęła za sobą więcej ofiar niż 3 letnie oblężenia, a i poziom okrucieństwa jest nieporównywalny. Na koniec zostaje obdarty zeszyt w którym można opisać własne wrażenia z muzeum lub też przeczytać co inni sądzą.</p>
<p>Wróciłem odrobinę przeziębony&#8230; a następnego dnia czekała mnie podróż do Splitu.</p>
<h3>Dzień 23: &#8220;Powrót do Dalmacji.&#8221;</h3>
<p>Wyruszyłem późno odpoczywając i próbując osiągnąć możliwie wysoki stan zdrowia <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Sarajevo w pełni spełniło moje oczekiwania, punkt centralny wyprawy był warty tylu wyrzeczeń. Bałem się, że otrzymam drugi Belgrad. Późnym popołudniem ustawiłem się za skrzyżowaniem na wylocie na Mostar, tam czekając koło godziny-dwóch zatrzymał się zapchany osobami transporter na szwajcarskiej rejestracji. Pierwsza myśl &#8211; zatrzymali się sprawdzić czy aby na pewno poprawny kierunek (nietypowy rozjazd) czy cokolwiek innego. Jednak zaczynają do mnie machać, puszczone światła więc podbiegam. Zaczynam rozmowę, zaglądam do środka a tam jedno wolne miejsce i jakieś 12 osób w przeróżnym wieku. Mówię, że jadę do Chorwacji, oni że do Mostaru więc ładuję się. Okazało się, że w ramach wolontariatu pomagali jakiejś bośniackiej rodzinie jednocześnie fundując sobie podróż po Bośni. Świetna sprawa, ludzie wyjątkowo pozytywni, dowiedziałem się co nieco nowego o Szwajcarii. Zajebiście spędzone półtorej godziny. Gdy dojechaliśmy było już ciemno, zacząłem szukać jakieś stacji benzynowej na rozbicie namiotu, w końcu rozbiłem się na 2m^2 trawy w narożniku za stacją. Następnego dnia miałem ponad 100km do Splitu, oczywiście kompletnie nie wiedząc gdzie, jak będę spał i co robił&#8230; byle przed siebie !</p>
<h3>Dzień 24: &#8220;I jeszcze trochę Dalmacji.&#8221;</h3>
<p>Z rana zaskoczył mnie deszcz, o dziwo po tych upałach wręcz się cieszyłem. Wyspałem się solidnie, spakowałem i ruszyłem na wylot z Mostaru. Kilkugodzinny marsz dał się we znaki, w końcu gdzieś na poboczu zatrzymała się zdezelowana (bodajże) Zastava bez tablic rejestracyjnych. Z przodu siedział wychillowany, półnagi typ i drugi lekko podpity, wesolutki gość. Od razu wrzucili mi bagaż na tył wpuszczając do przodu będąc nadzwyczaj mili&#8230; już wtedy zaczęło mi coś nie grać ale nie mając wielkiego wyboru wsiadłem. Po 500m skręciliśmy z głównej drogi w jakąś gruntówkę ! Wtedy faktycznie zacząłem się bać, przygotowałem gaz i w spokoju wysłuchiwałem z tyłu &#8220;Poljska Bosna smal frend !&#8221;. Droga stawała się coraz gorsza i znajdowaliśmy się już na kompletnym odludziu&#8230; suma sumarum dowieźli mnie do samej granicy, kupili colę,a jechali tak ze względu na brak tablic&#8230; welcome Bosna&#8230;</p>
<p>Przekroczyłem granicę i ponownie ruszyłem w znajome mi rejon Metkovic. Doszedłem do tej samej stacji na której wcześniej nocowałem, tam przy 1szym podejściu dopadłem samochód na krakowskich blachach. Pokierowałem szczęśliwą rodzinką do źle wspominanego przez mnie rozjazdu. Szczęśliwie tuż za rozjazdem po drugiej stronie była stacja benzynowa w odpowiednim kierunku. Szybko dopadłem transporter aż do wjazdu na autostradę. Gość handlował owocami w przydrożnych straganach. Wyrzucił mnie przy jednym z wjazdów. Tam po około 30-60 minutach zatrzymał się samochód zapakowany rodzinką. Okazało się, że byli to Chorwaci którzy wyemigrowali do Danii <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Podwieźli mnie do samego Splitu, a nawet pod sam kemping, który znali ! Po raz kolejny ludzie okazali się wybitnie pomocni. Zameldowałem się i w spokoju przyglądałem się cudownym widokom z małego molo.</p>
<h3>Dzień 25: &#8220;Wśród rzymskich ruin.&#8221;</h3>
<p>Cały dzień spędziłem zwiedzając piękny Split wraz z jego zachowanymi rzymskimi ruinami. Zajrzałem do muzeum, obserwowałem wielki port, pogubiłem się w mieście. Ot cały dzień, nic wielkiego się nie wydarzyło. Szkoda tylko, że dojazd do miasta busem trwał dosyć długo. Wtedy nauczyłem się, że dla backpackera Hostel &gt; Kemping !</p>
<h3>Dzień 26: &#8220;Jeeeedzieeemy !&#8221;</h3>
<p>Po raz kolejny zanim ruszyłem cieszyłem się słońcem nic nie robiąc. Od recepcjonistki pozyskałem nietypowe informacje jak wydostać się do bramek na autostradę <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Po wstępnym szoku Pani jak najbardziej dała radę i bez większych problemów dostałem się w upragnione miejsce do stopowania.</p>
<p>Już na samych bramkach poznałem parę z Czech, która od 3 godzin nic nie mogła złapać na Dubrovnik. Po moich cudownych radach jak łapać (:D) w ciągu kolejnych 15 minut jechali już na południe. Ja miałem jasny cel &#8211; Ljubljana oddalona o ponad 500km , dodatkowym utrudnieniem był Zagrzeb na trasie. Miałem więc przygotowane dwie karteczki z 4 napisami &#8220;Zagreb&#8221; &#8220;Ljubljana&#8221; &#8220;SLO&#8221; (i jeszcze stary &#8220;HR&#8221;), w zależności od rejestracji samochodu odpowiednio nimi rotowałem. Tym razem poszczęściło mi się konkretnie gdy zobaczyłem słoweńską rejestrację LJ, szybko zmieniając kartkę zobaczyłem pozytywną reakcję. Jupi ! Podjazd do samej Lublany ! Nowiutki samochód, przedsiębiorca o zbliżonych poglądach do mnie, lepiej być nie mogło (znaczy mogło ale i tak było super <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ). Jadąc średnio 180km/h w ciągu 3 godzin byłem w Lublanie <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Tam dopadłem wifi, sprawdziłem hostele, zaznaczyłem na pozyskanej mapce i ruszyłem na poszukiwania. Przy 3cim podejściu udało mi się znaleźć wolne miejsce, pokój dzieliłem z&#8230; bodajże Niemcem i Australijczykiem.</p>
<h3>Dzień 27: &#8220;Ale tu ładnie ! E&#8230; to już wszystko ?&#8221;</h3>
<p>Następnego dnia z nowo poznanym kolega z Izraela, który &#8220;wprowadził się&#8221; wyruszyliśmy wspólnie zwiedzać malutką, stolicę Słowenii. Miasto okazało się być prześliczne, idealne dla ludzi chcących żyć w małym mieście. Odwiedziliśmy muzeum historii Słowenii (ładnie zaprezentowali niezbyt chwalebną historię swojego narodu), zamek, zjadłem Horseburgera&#8230; a na wieczór poszliśmy do kawiarni kontynuować dyskusję.</p>
<p>Po raz kolejny okazało się, że to co media przekazują można wyjebać do kosza, a zdecydowana większość Żydów doskonale pamięta i jest wdzięczna Polakom za ukrywanie ich przodków w czasie wojny.</p>
<h3>Dzień 28: &#8220;Hitchwiki zbawieniem. Podwójnym.&#8221;</h3>
<p>Następnego dnia przed chyba 12 musiałem się ulotnić z hostelu. Tym razem, krótka, bo ledwie jakoś 100km trasa w prostej linii do Zagrzebia. Jedynie trzeba było się wydostać na Lublański Ring. Z pomocą przyszło hitchwiki, opis na początku kierował prosto (autobus, most, drugi most, o jest autostrada) aby w końcu pojawił się opis, że trzeba przeskoczyć przez pole golfowe aby dojść do stacji benzynowej&#8230; w pierwszej chwili zonk, spróbujemy obejść, szybko okazało się, że jest to niemożliwe i faktycznie trzeba gonić przez idealnie skoszoną trawę. Miny ludzi i pracowników zdecydowanie nie do zapomnienia. Opis okazał się idealny, na stacji czekałem góra 20 minut i złapałem tira do starych bramek.  Tam na bramkach wziął mnie Boszniak już do granicy. Jechał do Sarajeva, aż się chciało tam wrócić <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Na granicy byłem repetowany przez nadgorliwego Chorwata. Ewidentnie mnie wkurwił bo poprzeglądał sobie monety, karty kredytowe, chuj wie co, a tam gdzie mogłem coś ukryć to już dupa za ciężka. Tak czy siak stanąłem za granicą łapać. Tam spotkałem stopującego Rosjanina który korzystał z tego samego opisu co ja aby wydostać się z Lublany. Ostatecznie wzięła mnie kobieta w samochodzie obsługi autostrady do samego Zagrzebia wyrzucając niedaleko centrum.  Dużo tego dnia nie rozmawiałem ze względu na bariery językowe.</p>
<p>Po raz kolejny wykorzystując opis z hitchwiki kierował się do jakiegoś zagajnika niedaleko centrum przy pętli tramwajowej. Ponad 800 tysięczne miasto okazało się łatwe do podróżowania więc szybko dotarłem w opisane miejsce. Rozbiłem namiot w idealnym miejscu mając może 500m do tramwaju jednocześnie zdala od ludzi. Przez 2 noce dosłownie nikt mi nie przeszkadzał.</p>
<h3>Dzień 29: &#8220;Tramwaj, tramwaj, więcej tramwai !&#8221;</h3>
<p>Pobudka po deszczowej nocy, złożenie namiotu, spakowanie rzeczy, schowanie ich do piwniczki u poznanej rodziny i pora na wypad na miasto. O Zagrzebiu miałem przed przybyciem bardzo małą wiedzę więc tym bardziej byłem ciekawy tego co może mnie spotkać. Szczerze mówiąc spodziewałem się powtórki z Belgradu.</p>
<p>Dojechanie do centrum było wybitnie proste dzięki wręcz doskonałej sieci tramwajów i odkorkowaniu dzięki temu centrum. Oczywiście wtedy jeździłem już tylko na gapę mając resztki pieniędzy (naprawdę, to już było odliczanie resztek), swoją drogą ostatni raz za bilet na komunikacje miejską zapłaciłem w stolicy Serbii; gdy chciałem kupić bilet tam to poznana koleżanka wręcz opiepszyła mnie, że po co mi bilet skoro i tak nic nie mogą mi zrobić&#8230; i o ironio jej też. Dziwny kraj <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Tak czy siak dobiłem do placu z pomnikiem żołnierza na koniu, nie pamiętam nazwiska ale z muzeum obiło mi się, że był to bohater walk z między innymi Węgrami z z XIX wieku (tak, tych samych gdzie Węgrzy uznają za bohatera Józefa Bema, ciekawe powiązania). Centrum jest zdecydowanie nowoczesne i dodam, że tabor tramwajowy jest wyjątkowo nowoczesny, nigdzie indziej do tej pory nie widziałem tak wielu nowoczesnych tramwai.</p>
<p>Najpierw ruszyłem zobaczyć katedrę kierując się po znakach. Pierwszy raz w życiu widziałem na żywo głagolicę, polecam w ogóle zobaczyć, bo sama świątynia imponuje wykonaniem i ogromem. Następnie ruszyłem w poszukiwaniu muzeów, poznałem starsze małżeństwo z Nowego Jorku, zaprosili mnie na czekoladę i przyjemnie podyskutowaliśmy. Całkowicie zaprzeczali stereotypowi tępego Amerykanina.</p>
<p>Potem przyszła kolej na muzeum miejskie i muzeum historii (szkoda, że jest małe i posiada jedynie okresowe wystawy, niestety poprzednia była właśnie poświęcona wojnie domowej). Muzeum miejskie wykonane ciekawie mimo dosyć standardowego stylu, jak najbardziej zachęcam.</p>
<p>Po zwiedzaniu i podziwianiem panoramy Zagrzebia ze wzgórza ruszyłem szukać innych ciekawych rzeczy do zobaczenia. Świetnym miejscem do wypoczynku jest ogród botaniczny obok dworca. Następnie dostałem radę z biura informacji turystycznej, że warto zobaczyć (w sensie za darmo ;p) stawy troszkę na obrzeżach. Nie mając nic innego do roboty wsiadłem w tramwaj i ruszyłem, niestety ogromna ulewa zniweczyła plany i dosłownie jak dojechałem jedynie zmieniłem stronę przystanka i wróciłem. W międzyczasie przypadkiem poznałem Rosjankę z Rostova, ta jako ciekawostkę skąd można spotkać ludzi <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Na koniec dnia umyłem się przy użyciu butelek z wodą i po wcześniejszym rozbiciu namiotu poszedłem spać. Przygotowałem jeszcze sobie opis jak wydostać się na autostradę w kierunku Belgradu.</p>
<h3>Dzień 30: &#8220;Srbija ! Sr&#8230; &#8216;Boże&#8217; chroń mnie od ichniejszej policji&#8230;&#8221;</h3>
<p>Ten dzień raczej był nudny, ot zgodnie z opisem dostałem się na przedmieścia i po pół godziny marszu dotarłem do bramek. Tam po kolejnej góra godzinie złapałem Serba, który jechał do samego Belgradu. Zgodnie z planem wysiadłem na możliwie bliskiej stacji benzynowej przed miastem. Okazało, że była to najlepiej wyposażona stacja na całej trasie &#8211; Lukoil, nawet maca mieli ! Umyłem się i po raz enty w tej podróży chillowałem się, w końcu nigdzie mi się nie śpieszyło&#8230; nic nie musiałem.</p>
<h3>Dzień 31: &#8220;I jeszcze raz.&#8221;</h3>
<p>Ze stacji benzynowej dosyć szybko dojechałem do miasta, tak że przed 11 byłem już w centrum wjeżdżając od zachodniej strony z widokiem na &#8216;Western Gate of Belgrade&#8217;. Wymieniłem już prawie ostatnie pieniądze na dinary, rotując ojro, kunami i co tam miałem. Udałem się do Kalemegdanu z wielką zwisającą flagą mając na sobie wzrok absolutnie wszystkich naokoło <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Koło 12 dotarłem, tam na &#8216;tej samej&#8217; ławce siedziałem do usłyszenia cerkiewnych dzwonów o 17, w minucie ciszy oddałem cześć Powstańcom Warszawskim. W beznadziejnym nastroju zjadłem ostatni raz Pljeskavicę i ruszyłem w długą powrotną drogę do Radomia, a to tylko koło 1000km&#8230;</p>
<p>W autobusie wyjeżdżającym w okolicę na wjazd na autostradę zasłabłem, szczęśliwie po chwili wróciłem do siebie i już do końca podróży nie miałem tego typu przygód.</p>
<p>Po dotarciu na wjazd łapanie zakończyłem się klapą, chciałem złapać do samych bramek nie wiedząc, że mimo ledwie 20km mało kto tam dojeżdża&#8230; po raz kolejny musiałem pójść spać na trawie obok drogi. Dodatkowo przeszkadzała policja, która ustawiła się idealnie tak, żeby uwalić kierowcę, który się zatrzyma aby mnie wziąć&#8230;</p>
<h3>Dzień 32: &#8220;I&#8217;m coming home ! Nie tak szybko&#8230;&#8221;</h3>
<p>Następnego dnia w złym humorze, zmęczony, osłabiony wróciłem do łapania. Wziął mnie ciężarowy samochód do stacji benzynowej. Ze stacji dojechałem już do bramek i tam kontynuowałem łapanie w kierunku granicy. Po kilku godzinach zatrzymali się Węgrzy i miałem podjazd do samego Budapesztu. Okazało się, że gość całkiem niedawno też stopował, rzucił kilka porad, objechał kilka turystycznych miejsc w Budapeszcie i zostawił na stacji na wylocie w stronę Wiednia/Balatonu. Tam poznałem Węgra, który pierwszy raz ruszał stopować na Balaton, po kilku moich radach szybko złapał <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Ja nie miałem tyle szczęścia, czekała mnie kolejna noc na trawie&#8230;</p>
<h3>Dzień 33: &#8220;A to niespodzianka !&#8221;</h3>
<p>Plan był prosty, jak najszybciej do domu więc po pobudce wróciłem do łapania. Po godzinie-dwóch wziął mnie Luksemburczyk <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Tak, dokładnie &#8211; to małe państewko wliczane do Beneluxu. Dobra rozmowa zakończyła się na stacji benzynowej na obwodnicy Wiedeńskiej wraz z postawionym obiadem i 5eur <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Imponujące jaki ludzie mają gest, choć z drugiej strony podróżnicy, którzy u mnie nocowali też mieli kozacko, obiadki, zwiedzanie i takie tam.</p>
<p>Nie zwlekając już naprawdę zmęczony kontynuowałem, w końcu dopadłem podstarzałą ciężarówkę na polskich tablicach ze Śląska. Młody facet, niewiele starszy od mnie nie popisał się tankując samochód i próbując zapłacić kartą Shella na OMV&#8230; no cóż, pomogłem rodakowi bawiąc się w tłumacza. Co ciekawe Austriacy najpierw zadzwonili po policję, a dopiero później rozwiązali bezkonfliktowo problem. Co kraj to obyczaj <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Następnie mieliśmy ruszyć do Bielskiej-Białej jednak najpierw czekał nas załadunek pod Wiedniem. Niestety,a może stety firma już była zamknięta i czekała nas noc w kabinie (zaproponował mi sam). W związku, że było dopiero późne popołudnie, zebrałem informację o miejscu w jakim jestem i ze swoimi 2 euro ruszyłem na podbój Wiednia ! Okazało się, że całkiem niedaleko jest stacja metra i są wolne bramki. Wyboru nie miałem, trzeba było na gapę, szczęśliwie udało mi się bez problemów.</p>
<p>Swoją drogą dodam, że już byłem niesamowicie uwalony, fakt &#8211; wziąłem prysznic na stacji ale prania nie robiłem od kilku dni, nastawiając się, że szybko wrócę. Nie przeszkadzało mi to zbytnio w poszukiwaniu przewodniczki <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Poprzechadzałem się trochę po mieście jednak już koło 21-22 dało się we znać zmęczenie i brak snu i zdecydowałem się wrócić. Jutro przecież miałem po ponad miesiącu wrócić do ojczyzny.</p>
<h3>Dzień 34: &#8220;To już jest koniec.&#8221;</h3>
<p>Koło południa przekroczyliśmy granicę w Cieszynie, okazało się, że karta sim jest nieaktywna, ot działa tylko internet, karta płatnicza &#8211; nieaktywna. Dodatkowo nie miałem już nic pieniędzy. Zostałem wyrzucony na Orlenie przed Bielsko-Białą, tam po góra godzinie złapałem gościa co jechał do Krakowa, wysiadłem na bramkach na A4 i tam kontynuowałem. Na pakę małego samochodu transportowego wzięło mnie 3 osobowa ekipa. Co ciekawe jeden z gości dosłownie dzień czy dwa dni wcześniej wrócił z długiego stopu po Europie zachodniej. Mieli mnie wyrzucić w okoli wylotówki z Krakowa na Kielce, po minięciu zjazdu lekko się zaniepokoiłem (gps i net działał) po czym poinformowali, że stała tam policja i nie mogli mnie wyrzucić <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  No nic kilometr mnie już nie zbawi.</p>
<p>Na stacji benzynowej na wylocie wziął mnie facet do kolejnej stacji benzynowej trochę przed Kielcami. Tam przy pierwszym czy drugim podejściu udało mi się dosiąść do kobiety, oczywiście przedstawicielki handlowej jadącej za Warszawę&#8230; oznaczało to ni mniej ni więcej, że to już końcówka mojej podróży. Dało się we znaki podekscytowanie, że to już koniec. Ostatni kawałek półgodzinny o 22-23 już przeszedłem pieszo w Radomiu.</p>
<p>Tak się skończyła druga wyprawa małego chłopca. Jeśli komuś kiedyś będzie chciało się przeczytać to niech da znać w komentarzach <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-calosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>To już rok od powrotu z Anglii&#8230;</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/to-juz-rok-od-powrotu-z-anglii/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/to-juz-rok-od-powrotu-z-anglii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 14 Nov 2011 12:06:17 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Anglia 2010]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malylondynczyk.pl/?p=230</guid>
		<description><![CDATA[Tym razem mały wpis podsumowujący rok od powrotu z wysp brytyjskich. Jest to o wiele ciekawsza, lepsza i ważniejsza data dla mnie niż odliczanie wg roku kalendarzowego. Lata sobie lecą i między sobą nie są przełomowe, to wydarzenia i decyzje &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/to-juz-rok-od-powrotu-z-anglii/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Tym razem mały wpis podsumowujący rok od powrotu z wysp brytyjskich. Jest to o wiele ciekawsza, lepsza i ważniejsza data dla mnie niż odliczanie wg roku kalendarzowego. Lata sobie lecą i między sobą nie są przełomowe, to wydarzenia i decyzje zmieniają nas.</p>
<p>Lecąc do  Anglii wziąłem ze sobą co najmniej kilka problemów i kompleksów &#8211; co najmniej części z nich nie rozwiązałem. Dopiero czas od powrotu, niecały rok, pozwolił mi pozbyć się zdecydowanej większości z nich. Patrząc obiektywnie już w chwili wylotu miałem bardziej spójną osobowość od większości społeczeństwa, jednak w życiu chodzi aby porównywać się do tych lepszych, a nie gorszych. W tej chwili mam wrażenie, że wszystkie te, które mnie w jakiś negatywny sposób blokowały nie istnieją. Kim jestem lub kim nie jestem patrząc na siebie z perspektywy ostatniego roku ?</p>
<ul>
<li>Na pewno nie wyższy, niestety nie urosłem <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </li>
<li>Dużo pewniejszy siebie, odniosłem sukcesy, choćby te małe już w każdej dziedzinie życia na których mi zależało, już nigdzie nie zadaję sobie pytania &#8216;Ile razy jeszcze muszę upaść aby odnieść sukces ?&#8217;</li>
<li>W związku z powyższym ogromna odporność na porażki, nie pamiętam kiedy ostatni raz się poddałem w czymkolwiek. Nie boję się porażek, są dla mnie czymś naturalnym. Czasami z boku może to przypominać przebijanie muru głową jednak najczęściej wtedy szukam jakiegoś obejścia z boku (przykład ? poszukiwania pracy w UK).</li>
<li>Posiadam jeszcze większy dystans do pieniędzy. Oczywiście wiele osób oceni mnie przez pryzmat mojej pracy, że zbieram hajs, a tak naprawdę nie podnoszę w jakiś wyraźny sposób swojego statusu życia. Więc wniosek jest, że przykładam do nich ogromną wagę ciesząc się z samego posiadania ich. Gówno prawda, podsumujmy ostatnie wydatki: Sałatka (2000zł+), Flesz Maraton (1000zł+ już niedługo więcej informacji), Wyprawa (3000zł). Pieniądze wydane ot tak, dwa pierwsze bez żadnej gwarancji korzyści. Dorzucę, że w ramach pewnych inwestycji na samych prowizjach wyparowało 500zł &#8211; ledwo mnie ruszyło, serio.</li>
<li>Szczere wyjebanie na opinie innych. Oczywiście nikt nie jest w stanie całkowicie się tego wyzbyć, po drugie krytyka konstruktywna ma ogromną wartość. Teraz jeśli ja w coś wierzę, że się uda to to robię &#8211; oczywiście nie bezmyślnie, rady są zawsze mile widziane ale taki zwykły hejting dla mnie nie istnieje. Co ciekawe od niedawna nie mam żadnej większej potrzeby akceptacji i co ciekawsze lepiej się z tym żyje. W życiu nie chodzi o to aby wszyscy cię lubili, po co mieliby ?</li>
<li>Poszukuje jeszcze większych wyzwań co już może mieć swoje skutki uboczne, często tęsknie za tą wolnością jaką miałem na wyprawie. Gdyby tylko było więcej czasu&#8230;</li>
</ul>
<p>To chyba tyle. Chyba pierwszy raz mogę to napisać, nie tylko jestem dumny i szczęśliwy z zmian jakich dokonałem ale też z tego kim jestem.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/to-juz-rok-od-powrotu-z-anglii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Streszczenie wyprawy: Ostatni tydzień</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-ostatni-tydzien/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-ostatni-tydzien/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 13 Nov 2011 13:54:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autostop 2011]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malylondynczyk.pl/?p=203</guid>
		<description><![CDATA[Dzień 29: &#8220;Tramwaj, tramwaj, więcej tramwai !&#8221; Pobudka po deszczowej nocy, złożenie namiotu, spakowanie rzeczy, schowanie ich do piwniczki u poznanej rodziny i pora na wypad na miasto. O Zagrzebiu miałem przed przybyciem bardzo małą wiedzę więc tym bardziej byłem &#8230; <a href="http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-ostatni-tydzien/">Continue reading <span class="meta-nav">&#8594;</span></a>]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<h3>Dzień 29: &#8220;Tramwaj, tramwaj, więcej tramwai !&#8221;</h3>
<p>Pobudka po deszczowej nocy, złożenie namiotu, spakowanie rzeczy, schowanie ich do piwniczki u poznanej rodziny i pora na wypad na miasto. O Zagrzebiu miałem przed przybyciem bardzo małą wiedzę więc tym bardziej byłem ciekawy tego co może mnie spotkać. Szczerze mówiąc spodziewałem się powtórki z Belgradu.</p>
<p>Dojechanie do centrum było wybitnie proste dzięki wręcz doskonałej sieci tramwajów i odkorkowaniu dzięki temu centrum. Oczywiście wtedy jeździłem już tylko na gapę mając resztki pieniędzy (naprawdę, to już było odliczanie resztek), swoją drogą ostatni raz za bilet na komunikacje miejską zapłaciłem w stolicy Serbii; gdy chciałem kupić bilet tam to poznana koleżanka wręcz opiepszyła mnie, że po co mi bilet skoro i tak nic nie mogą mi zrobić&#8230; i o ironio jej też. Dziwny kraj <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Tak czy siak dobiłem do placu z pomnikiem żołnierza na koniu, nie pamiętam nazwiska ale z muzeum obiło mi się, że był to bohater walk z między innymi Węgrami z z XIX wieku (tak, tych samych gdzie Węgrzy uznają za bohatera Józefa Bema, ciekawe powiązania). Centrum jest zdecydowanie nowoczesne i dodam, że tabor tramwajowy jest wyjątkowo nowoczesny, nigdzie indziej do tej pory nie widziałem tak wielu nowoczesnych tramwai.</p>
<p>Najpierw ruszyłem zobaczyć katedrę kierując się po znakach. Pierwszy raz w życiu widziałem na żywo głagolicę, polecam w ogóle zobaczyć, bo sama świątynia imponuje wykonaniem i ogromem. Następnie ruszyłem w poszukiwaniu muzeów, poznałem starsze małżeństwo z Nowego Jorku, zaprosili mnie na czekoladę i przyjemnie podyskutowaliśmy. Całkowicie zaprzeczali stereotypowi tępego Amerykanina.</p>
<p>Potem przyszła kolej na muzeum miejskie i muzeum historii (szkoda, że jest małe i posiada jedynie okresowe wystawy, niestety poprzednia była właśnie poświęcona wojnie domowej). Muzeum miejskie wykonane ciekawie mimo dosyć standardowego stylu, jak najbardziej zachęcam.</p>
<p>Po zwiedzaniu i podziwianiem panoramy Zagrzebia ze wzgórza ruszyłem szukać innych ciekawych rzeczy do zobaczenia. Świetnym miejscem do wypoczynku jest ogród botaniczny obok dworca. Następnie dostałem radę z biura informacji turystycznej, że warto zobaczyć (w sensie za darmo ;p) stawy troszkę na obrzeżach. Nie mając nic innego do roboty wsiadłem w tramwaj i ruszyłem, niestety ogromna ulewa zniweczyła plany i dosłownie jak dojechałem jedynie zmieniłem stronę przystanka i wróciłem. W międzyczasie przypadkiem poznałem Rosjankę z Rostova, ta jako ciekawostkę skąd można spotkać ludzi <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Na koniec dnia umyłem się przy użyciu butelek z wodą i po wcześniejszym rozbiciu namiotu poszedłem spać. Przygotowałem jeszcze sobie opis jak wydostać się na autostradę w kierunku Belgradu.</p>
<h3>Dzień 30: &#8220;Srbija ! Sr&#8230; &#8216;Boże&#8217; chroń mnie od ichniejszej policji&#8230;&#8221;</h3>
<p>Ten dzień raczej był nudny, ot zgodnie z opisem dostałem się na przedmieścia i po pół godziny marszu dotarłem do bramek. Tam po kolejnej góra godzinie złapałem Serba, który jechał do samego Belgradu. Zgodnie z planem wysiadłem na możliwie bliskiej stacji benzynowej przed miastem. Okazało, że była to najlepiej wyposażona stacja na całej trasie &#8211; Lukoil, nawet maca mieli ! Umyłem się i po raz enty w tej podróży chillowałem się, w końcu nigdzie mi się nie śpieszyło&#8230; nic nie musiałem.</p>
<h3>Dzień 31: &#8220;I jeszcze raz.&#8221;</h3>
<p>Ze stacji benzynowej dosyć szybko dojechałem do miasta, tak że przed 11 byłem już w centrum wjeżdżając od zachodniej strony z widokiem na &#8216;Western Gate of Belgrade&#8217;. Wymieniłem już prawie ostatnie pieniądze na dinary, rotując ojro, kunami i co tam miałem. Udałem się do Kalemegdanu z wielką zwisającą flagą mając na sobie wzrok absolutnie wszystkich naokoło <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Koło 12 dotarłem, tam na &#8216;tej samej&#8217; ławce siedziałem do usłyszenia cerkiewnych dzwonów o 17, w minucie ciszy oddałem cześć Powstańcom Warszawskim. W beznadziejnym nastroju zjadłem ostatni raz Pljeskavicę i ruszyłem w długą powrotną drogę do Radomia, a to tylko koło 1000km&#8230;</p>
<p>W autobusie wyjeżdżającym w okolicę na wjazd na autostradę zasłabłem, szczęśliwie po chwili wróciłem do siebie i już do końca podróży nie miałem tego typu przygód.</p>
<p>Po dotarciu na wjazd łapanie zakończyłem się klapą, chciałem złapać do samych bramek nie wiedząc, że mimo ledwie 20km mało kto tam dojeżdża&#8230; po raz kolejny musiałem pójść spać na trawie obok drogi. Dodatkowo przeszkadzała policja, która ustawiła się idealnie tak, żeby uwalić kierowcę, który się zatrzyma aby mnie wziąć&#8230;</p>
<h3>Dzień 32: &#8220;I&#8217;m coming home ! Nie tak szybko&#8230;&#8221;</h3>
<p>Następnego dnia w złym humorze, zmęczony, osłabiony wróciłem do łapania. Wziął mnie ciężarowy samochód do stacji benzynowej. Ze stacji dojechałem już do bramek i tam kontynuowałem łapanie w kierunku granicy. Po kilku godzinach zatrzymali się Węgrzy i miałem podjazd do samego Budapesztu. Okazało się, że gość całkiem niedawno też stopował, rzucił kilka porad, objechał kilka turystycznych miejsc w Budapeszcie i zostawił na stacji na wylocie w stronę Wiednia/Balatonu. Tam poznałem Węgra, który pierwszy raz ruszał stopować na Balaton, po kilku moich radach szybko złapał <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Ja nie miałem tyle szczęścia, czekała mnie kolejna noc na trawie&#8230;</p>
<h3>Dzień 33: &#8220;A to niespodzianka !&#8221;</h3>
<p>Plan był prosty, jak najszybciej do domu więc po pobudce wróciłem do łapania. Po godzinie-dwóch wziął mnie Luksemburczyk <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Tak, dokładnie &#8211; to małe państewko wliczane do Beneluxu. Dobra rozmowa zakończyła się na stacji benzynowej na obwodnicy Wiedeńskiej wraz z postawionym obiadem i 5eur <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Imponujące jaki ludzie mają gest, choć z drugiej strony podróżnicy, którzy u mnie nocowali też mieli kozacko, obiadki, zwiedzanie i takie tam.</p>
<p>Nie zwlekając już naprawdę zmęczony kontynuowałem, w końcu dopadłem podstarzałą ciężarówkę na polskich tablicach ze Śląska. Młody facet, niewiele starszy od mnie nie popisał się tankując samochód i próbując zapłacić kartą Shella na OMV&#8230; no cóż, pomogłem rodakowi bawiąc się w tłumacza. Co ciekawe Austriacy najpierw zadzwonili po policję, a dopiero później rozwiązali bezkonfliktowo problem. Co kraj to obyczaj <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Następnie mieliśmy ruszyć do Bielskiej-Białej jednak najpierw czekał nas załadunek pod Wiedniem. Niestety,a może stety firma już była zamknięta i czekała nas noc w kabinie (zaproponował mi sam). W związku, że było dopiero późne popołudnie, zebrałem informację o miejscu w jakim jestem i ze swoimi 2 euro ruszyłem na podbój Wiednia ! Okazało się, że całkiem niedaleko jest stacja metra i są wolne bramki. Wyboru nie miałem, trzeba było na gapę, szczęśliwie udało mi się bez problemów.</p>
<p>Swoją drogą dodam, że już byłem niesamowicie uwalony, fakt &#8211; wziąłem prysznic na stacji ale prania nie robiłem od kilku dni, nastawiając się, że szybko wrócę. Nie przeszkadzało mi to zbytnio w poszukiwaniu przewodniczki <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Poprzechadzałem się trochę po mieście jednak już koło 21-22 dało się we znać zmęczenie i brak snu i zdecydowałem się wrócić. Jutro przecież miałem po ponad miesiącu wrócić do ojczyzny.</p>
<h3>Dzień 34: &#8220;To już jest koniec.&#8221;</h3>
<p>Koło południa przekroczyliśmy granicę w Cieszynie, okazało się, że karta sim jest nieaktywna, ot działa tylko internet, karta płatnicza &#8211; nieaktywna. Dodatkowo nie miałem już nic pieniędzy. Zostałem wyrzucony na Orlenie przed Bielsko-Białą, tam po góra godzinie złapałem gościa co jechał do Krakowa, wysiadłem na bramkach na A4 i tam kontynuowałem. Na pakę małego samochodu transportowego wzięło mnie 3 osobowa ekipa. Co ciekawe jeden z gości dosłownie dzień czy dwa dni wcześniej wrócił z długiego stopu po Europie zachodniej. Mieli mnie wyrzucić w okoli wylotówki z Krakowa na Kielce, po minięciu zjazdu lekko się zaniepokoiłem (gps i net działał) po czym poinformowali, że stała tam policja i nie mogli mnie wyrzucić <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  No nic kilometr mnie już nie zbawi.</p>
<p>Na stacji benzynowej na wylocie wziął mnie facet do kolejnej stacji benzynowej trochę przed Kielcami. Tam przy pierwszym czy drugim podejściu udało mi się dosiąść do kobiety, oczywiście przedstawicielki handlowej jadącej za Warszawę&#8230; oznaczało to ni mniej ni więcej, że to już końcówka mojej podróży. Dało się we znaki podekscytowanie, że to już koniec. Ostatni kawałek półgodzinny o 22-23 już przeszedłem pieszo w Radomiu.</p>
<p>Tak się skończyła druga wyprawa małego chłopca. Jeśli komuś kiedyś będzie chciało się przeczytać to niech da znać w komentarzach <img src='http://www.malylondynczyk.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-ostatni-tydzien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Protected: Streszczenie wyprawy: Brakujący fragment</title>
		<link>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-brakujacy-fragment/</link>
		<comments>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-brakujacy-fragment/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Nov 2011 17:17:31 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Autostop 2011]]></category>
		<category><![CDATA[Ukryte]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://malylondynczyk.pl/?p=256</guid>
		<description><![CDATA[There is no excerpt because this is a protected post.]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<form action="http://www.malylondynczyk.pl/wp-pass.php" method="post">
<p>This post is password protected. To view it please enter your password below:</p>
<p><label for="pwbox-256">Password:<br />
<input name="post_password" id="pwbox-256" type="password" size="20" /></label><br />
<input type="submit" name="Submit" value="Submit" /></p></form>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://www.malylondynczyk.pl/streszczenie-wyprawy-brakujacy-fragment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

